Urywany oddech, lęk w oczach,
Zerwała się z łóżka tak nagle, ścigana uczuciem spadania w czerń.
Nie mogła krzyczeć, wołać o pomoc. Nic.
Kopletna pustka dookoła.
Tak bała się upadku...
Co jeśli koszmar, który nie ustannie odwiedza ją od kąd pamięta, to sen proroczy?
Leżała w ciszy i otaczającym ją mroku.
Słuchała każdego dochodzącego jej ucha dźwięku.
Skupiona, strała się zliczyć przeżyty czas.
Jednak czy można liczyć wieczność?
Jej włosy jak zawsze rozkosznie pachniały szamponem,
nie miała ulubionego zapachu, wystarczyła jej swieżość.
Unosiła się pochłaniając każdą odrobinę spokoju.
Patrz jak lecę, chwytam promienie słońca,
Patrz jak wznoszę się ku gwiazdą.
Patrz jak tańczę, tak tańczą anioły.
Czerwone refleksy mienią się na skrzydłam czarnych jak smoła.
Cena za nie to potępienie.
Za zdobyte piękno, wieczne życie.
Cena to brak miłości.
Za moja moc i siłę.
Cena to moje życie.
Patrzysz z zazdrością...czcisz moje piękno.
Pytasz jak? Czy warto?
Kochałam , kocham, ciągle zadając sobie rany, każdy przepiękny czerwony refleks na moich skrzydłach to wciąż krwawiąca rana, nie pozwalająca mi umrzeć.
Wznoszę się by upadać....
Upadam , bo kochałam, bo kocham....
Kasztanowe ciepłe włosy- właściwie nie! Mieniły się w słońcu odcieniami czerwieni, miodu a nwet rdzy.
Oczy koloru ciekłego złota, wielkie i smutne ,
Twarz idealna,bez jednej zmarszczki,
Nie malowało się na niej nic , prucz ogromnego zmartwienia.
Nie powinnam go widzieć.
Nigdy nie dane mi było go spotkać.
Postaci rodem z legend, o wielkiej sile i urodzie.
Wiedziałam,że sen przemieni się w jednej sekundzie w koszmar,
Gdy tylko ten przestanie się martwić,musi to zrobić, choć widać,że sie waha.
Nie mogę nic poradzić.
Ucieczka? Głupota ...
Walka? Głupota...
Sam ten sen był głupotą....choć nadzieję żywiłam,że nie śpię, że to jawa.
Czy w takim razie miałam zginąć w głębi tych oczu?
Pozostać na zawsze już częścią wspomnień ?
Reszta akcji potoczyła się bardzo szybko, lecz nie przyniosła ukojenia.
Czułam jakbym rozpadała się na tysiące kawałeczków i zlepiała na nowo każdą kość, która wcześniej tak skrupulatnie przestawała istnieć.
Wiedziałam już do czego dążę....
Sama tego chciałam.
Pobudka, śniadanie, kawa dla męża.
Później już tylko cztery ściany...
Rozmawiam z lusterkiem, sama udzielam sobie rad,
sama się pocieszam, sama pochwalam.
Wmawiam sobie ,że kolejny dzień , ten dzisiejszy będzie inny.
Po czym zasypiam.
Sny to podobno marzenia...te najbardziej wypragnione.
Śnią mi się dni cudownie spędzone z Nim...
Śni mi się Jego uwaga skupiona tylko na mnie.
Śnią mi się słowa... piękne i z tak mocnym wydżwiękiem jak zorza polarna.
Pobudka, śniadanie, kawa dla męża.
Cztery ściany...
Przyjaciele? Kim Oni są...
Chyba nie znam.
Choć niby nigdy już w pojedynkę...to zazwyczaj sama.
W oczekiwaniu na dzidziusia nadszedł czas, w którym jak medycyna stwierdza, można okreslić płeć dzieciątka.
Z nadzieją,że tak własnie będzie tym razem poszłam na specjalistyczne badanie USG.
Z usmiechem na twarzy pisze tą notkę, ponieważ okazało sie ,że w brzuszku mamusi dzidziusia rozwija się mała dziewczynka.
Kolejna pogromczyni męskich serc, przedstawicielka piękniejszej płci.
Oczywiście dziadkowie i jedni i drudzy oraz pra babeczka w niebowzięci, bo jak się okazało każdy oczekiwał,ze będzie to wnuczka.
A o przyszłym tatusiu nie powiem już zdania;) ( skakał z radości).
148 uderzeń serca na minutę.
Szalony mały człowieczek,który siedzi we mnie
nabiera co chwilę coraz więcej człowieczeństwa.
Wierci się i kręci, niespokojne nasienie;P
Doczekac się już nie mogę a to dopiero połowa.